To była niedziela, pierwsza z wolnych niedziel, które właśnie stawały się dla mnie rzeczywistością. Słodkie lenistwo z mężem, zero telefonu. Aż do chwili, kiedy po obiedzie zbieraliśmy się na spacer. Wezbrało we mnie jakieś dzikie uczucie, że muszę jednak sprawdzić czy czasem ktoś mnie nie potrzebuje. No może jednak ktoś?! No sprawdzę tylko szybko i odkładam do koszyka, tam gdzie jego miejsce.Tak to dziś jest, że sami pozwalamy sobie na to, że reagujemy zawsze szybko, jesteśmy na każde „napisanie” czy zadzwonienie. To zdecydowanie utrudnia relaks w wolne dni i bycie efektywnym w pracujące. I bardzo trudno jest zmienić ten nawyk, ale robię co mogę i się nie poddam!

No ale do brzegu. Było dokładnie tak jak pomyślałam.

Ktoś mnie potrzebował i to bardzo!

Moja dobra znajoma przysłała mi krótką wiadomość o tym, że potrzeban jest krew Rh – dla dziecka. I numer telefonu pod który trzeba zadzownić po info. Podpisała, że to prośba od jej koleżanki. Nabrałam się tak samo jak ona.

  • Nie, nie pomyślałam w tym momencie, że nie tak wygląda procedura oddawania krwi!
  • Nie, nie pomyślałam że ten numer wygląda na podejrzany. Zresztą nie znam się na numerach.
  • Nie, nie pomyślałam, że ktoś może chcieć używać takiej informacji po to, żeby robić nielegalny hajs.

Puściłam do wszystkich na mojej liście na messendżerze.

Kiedy wróciłam ze spaceru odebrałam kilka wiadomości z linkiem, opisującym że to ściema.

I wtedy myślę sobie – czy to tylko ja jestem taka głupia/ nierozsądna/ nieostrożna/ naiwna. Jak mogłam nie pomyśleć! Jak mogłam? No i na dodatek wprowadziłam w błąd wszystkich bliższych i bardzo dalekich znajomuch.

Kawałek niedzielnego wieczoru spędziłam więc zamiast na relaksowaniu się na kanapie, na odkręcaniu tego syfu. Bo jakoś chyba nie zaznałabym spokoju. Kilka osób nawet napisało, że ma Rh – i pomoże albo zna kogoś, kto ma i przesyła dalej. Nie wiem dlaczego, ale czułam się idiotycznie. Zwykle nie reaguję na takie wiadomości, ale tym razem jednak mnie ruszyła ta wiadomość od jej koleżanki. Pilna. Mam swoje sposoby na pomaganie, ale pomyślałam sobie, że przecież nic mnie to nie kosztuje. Kosztowało sporo nerwów.

No i poczucie wstydu, które w dużej mierze wynikało z wiadomości zwrotnych w stylu: „ja się nigdy nie nabieram”, „ja wiedziałam” i tak dalej, które w mojej głowie szybko zamieniły się w – „no tak wszyscy wiedzą, nikt się nie nabiera, tylko ja jestem głupiutka”. Nie zawsze możesz wyczuć intencję piszącego i czasem odbierasz to tak jak chcesz odebrać, co jest oczywiście zgubne. Na szczęście zdarzyło się też trochę wiadomości dodających otuchy, w tym nawet od mojego byłego wykładowcy! No miło, nie powiem!

 

Dobra strona tego jest taka (no bo zawsze jakieś są!), że pogawędziłam przy tej jakże głupiej okazji miło z kilkoma osobami, z którymi od długiego czasu nie miałam kontaktu, z kilkoma nawet umówiłam się na spotkanie.

Co nie zmienia faktu, że świat jest dziwny przez duże D.

Żeby wartościowe informacje rozchodziły się z taką prędkością – to by było coś!


Jeśli uznasz, że warto – udostępnij! Dziękuję!

Żyj, nie wariuj i dbaj o siebie najpierw!

Ściskam,

Ela Sawicka

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Ela SawickaDorota Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość
Dorota

Też się na to nabrałam. Ale chyba wolę być „głupia” i „naiwna” niż przeoczyć możliwość pomocy drugiemy człowiekowi, który tego może potrzebować 🙂