Ten tekst we mnie siedział już długo. Ponieważ tak bardzo wiele rzeczy zmieniło się od tamtego czasu. Od tamtego września kiedy po raz trzeci nie dostałam tego – czego wydawało mi się pragnę najbardziej na świecie.


Wydarzyło się dużo rozmów, książek, dużo prób zrozumienia – dlaczego i po co dzieją się takie rzeczy. Dużo prób znalezienia winowajcy. No bo może gdyby ten lekarz zrobił coś inaczej. Może gdybym nie poszła tam, nie wypiła tej jednej kawy.

Słyszysz ten absurd?

Co to w ogóle są za myśli! Dzisiaj już wiem, że to błędne koło. Ja oczywiście nadałam znaczenie swoim stratom – każdej jednej, bo tak jest mi po prostu łatwiej. Uwierzyć, że to się stało po coś. I ja naprawdę w to wierzę – tylko na ile sensowne jest to rozwiązanie? Nie wiem. Czy zmieniłabym coś gdybym mogła cofnąć bieg wydarzeń? Przestałam się nad tym zastanawiać, bo przecież nigdy go nie cofnę i …

nie wiem.

Dziś dzieje się bardzo dużo „nie wiem”, na które sobie pozwalam. Po prostu nie wiem i to jest ok. Tak silne poczucie kontroli i chęci przełożenia wszystkiego na potwierdzone naukowo fakty może w szybkim tempie pozbawić Cię radości.

Ja tę radość mam.

Ostatnio spotkałam się z pytaniem – czy ta radość jest prawdziwa? Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, że tej radości nie widać w oczach.

Ja uczę się tego nie analizować. Mam świadomość, że pewne moje zachowania są jak tabletka na ból głowy – uśmierzają ból, ale nie usuwają przyczyny. I na to też sobie pozwalam, no bo dlaczego miałabym nie? I pewnie jak każda tabletka mają swoje skutki uboczne. Akceptuję to. Ja wiem co sprawia mi radość, potrafię śmiać się do łez i to są rzeczy które się dla mnie dzisiaj liczą.

Moją intencją nie jest udowadnianie komukolwiek czegokolwiek.

Liczy się to, co wiem ja i to, w co ja wierzę. Kiedy jestem smutna to jestem smutna, czasem jestem dłużej, a czasem po prostu wiem co zrobić, żeby się z tej pętli smutku wyrwać. I czasami się wyrywam.

Czy pomógł mi list w butelce pełen złych emocji i żalu wrzucony do morza? Ja wierzę, że tak. Czy pomogło mi krzyczenie i ryczenie? Wierzę, że tak. Czy pomaga mi świadomość, że tak wiele pięknych rzeczy mam, za które jestem wdzięczna? Wierzę, że tak. Czy pomaga mi fakt, że nie muszę już robić rzeczy niezgodnych z moją prawdą za pieniądze? Wierzę, że tak. Czy pomaga mi fakt, że pomagam kobietom zmianić swoje życie na zdrowsze? Wiem, że tak. Czy pomaga mi pisanie? Wiem, że tak.

Dieta, ruch, relaks, relacje, natura, dystans i akceptacja. To wszystko pomaga mi czuć się zdrową, szczęśliwą kobietą. Teraz, tutaj, przy klawiaturze kiedy piszę ten tekst.

Czy powinnam to wszystko oceniać? Analizować co mi służy, a co mi nie służy?

Rozkładać na czynniki pierwsze każdy uśmiech i mierzyć go w kategoriach prawdziwości?

Wierzę, że nie. Uśmiech zawsze pomaga, na wszystko. Poczucie wdzięczności, wiara w jakąś potężną, nienazwaną moc (którą ja nazywam Wszechświatem), wiara w to, że tak miało być sprawiają, że nie rozkminiam na co dzień, nie tracąc energii na historie, które już się wydarzyły. Tak to ja mam moc sprawczą, ja podejmuję decyzje. Ale chcę, po prostu chcę wierzyć, że rzeczy na które wpływu nie mam wydarzają się w jakimś celu. Z każdej z nich chcę czerpać lekcję, z każdej z nich wychodzić mocniejsza. I to jest moje.

To jest moje postrzeganie, moja interpretacja.

Dzisiaj coraz bardziej umiem sobie pozwolić na ciszę, na bycie, na nie bycie zajętą i zabieganą. I tak sobie myślę, że każdy z nas po trochu ucieka od czegoś w coś. Jedni w sport, inni w pracę, inni w alkohol, w jedzenie, w romanse, w narkotyki, w hazard, w social media, w telewizję. Nie będę dalej wymieniać, bo tego jest przecież cała masa. Po prostu myślę, że dopóki to uciekanie od czasu do czasu nie robi krzywdy innym i nam samym (a czasami wręcz przeciwnie – np. świetne wyniki w sporcie, fantastycznie prosperujący biznes, dzieła sztuki, twórczość) to nie warto chyba jakoś zbytnio tego rozkminiać.

Może się mylę? Nie wiem.

Staram się bardzo żyć tu i żyć teraz, zamiast żyć w głowie „wtedy” albo żyć w głowie „kiedy już …”

Często się szczypię w tym celu i wracam. Chodzę poszczypana, bo umysł lubi żyć „wtedy”, gdy albo „dopiero wtedy kiedy już”.

Żyję, nie wariuję i dbam o siebie najpierw!

Cudownego dnia, kiedykolwiek to czytasz.

Jeśli uznasz, że warto – udostępnij! Dziękuję!

Żyj, nie wariuj i dbaj o siebie najpierw!

Ściskam,

Ela Sawicka

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o